Ze środy na czwartek u nas trochę śniegu napadało. Wzięłam się za odśnieżanie z Gają ;-) Choć ona bardziej atakowała łopatę i nie dawała spokojnie machać bo człowiek baw się ze Mną!!!
sobota, 23 stycznia 2016
sobota, 16 stycznia 2016
Nocne z bokserem spacerowanie
Kac moralny bo dawno nic nie pisałam. Jak to bywa życie stawia na drodze przeszkody i trzeba pewne rzeczy bok odłożyć. Trzeba spiąć pośladki, allenuja i do przodu!!!
U nas czasem śnieg pada.
Naszło mnie parę dni temu żeby mój czterołapny schab na nocny spacer wziąć :-)
wtorek, 24 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Mrozem malowane
Dzisiaj u nas przymroziło. Gaja wyprowadziła mnie na spacer.
Przy okazji uwieczniłam to co mróz "zmalował" ;-)
Szaleństwo moje czterołapne :-)
środa, 18 listopada 2015
Listopadowe maślaki z żukami
Ku mojej uciesze pojawiły się grzyby. Trochę mnie zaczęło nosić bo "ni szczypiorka" ich wcześniej nie było a tu niespodziewajka. Efekt wczorajszego grzybobrania ;-)
Żuki

A u mnie powoli już czuć świętami...
Kiedyś kiedyś czyli jakieś trzy lata temu "zachorowałam" na zrobienie piernika długo dojrzewającego. Słyszałam o nim tu i tam. Kiedyś siadłam i zaczęłam szukać jakieś przepisu. Błądziłam i znalazłam ten jeden jedyny. Na ten rok ciasto zarobione. Dojrzewa sobie w lodówce od dwóch tygodni.
Pomarańcze i goździki, goździki i pomarańcze. U mnie to już tradycja "dziabania" goździkami pomarańczy. Jedynie w tamtym roku nic nie machnęłam. Nastało niedzielne popołudnie to się wzięłam za moje dzieło. W powietrzu zaczął unosić się przepiękny zapach.W myślach można sobie było wyobrazić padający śnieg, kolędy śpiewane przez dzieci i choinkę świecącą najjaśniej jak można. Dziabanie pomarańczy zajęło mi jakieś dwie godziny. Każdemu polecam zrobienie takiej ozdoby. Jest nietypowa ale pozostaje pamiątką na długie lata. Najważniejsze, że przepięknie pachnie. Może służyć za odświeżacz powietrza na czas świąt jak i przez cały rok.
Dziabanie zajęło mi jakieś dwie godziny. Zeszło mi na tą pomarańczę sześć paczek goździków po 10g.
piątek, 13 listopada 2015
Niepodległościowe maślaki z rogalem i grzańcem w tle
Środa 11.11.2015r. godzina 8.00 ja jeszcze orbitująca w krainie dalekich snów. Oczu ani myślę otworzyć. W oddali słyszę jakieś człap człap i lekkie postukiwanie. To mój czterołapny Dziamdzior wstał. Przyszła mnie obudzić bo ją przycisnęło. Zwlekłam się ledwo patrząc na oczy. Ogarnięta do stanu, żeby można wyjść ze Schabem na dwór wyszłyśmy. Gaja zrobiła co miała zrobić i do domu. Pierwsze co kierunek kuchnia i ekspres do kawy. Zrobiłam ten mój czarny napój bogów z mlekiem i cynamonem. Teraz można się budzić.
Nastało południe. Zabrałam się z Gają na spacer do lasu. Ją nosiło bo chciała się bawić. Ruszyłyśmy swoją trasą. W ruch poszły wszelkiego rodzaju patyki. Schabowi włączył się "świr". Idę sobie a Gaja między nogami mi się pląta. Coś tam do niej gadam, obracam się a moim oczom pokazały się maślaki. To już u tradycja znajdywania grzybów 11.11. Choć w poprzednich latach prawdziwki znajdywałam. Zebrałam je i zaniosłam do domu.
Późne popołudnie. Dzień wcześniej upiekłam pierwszy raz Marcińskie rogale.
Nawet mi wyszły. Do tego grzaniec i można było świętować.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































